niedziela, 26 grudnia 2021

"Gdy zaszumią wierzby" (część XIII)


 


 

Anna

Gdyby jeszcze dwa miesiące temu ktoś powiedział jej, że ubrana w granatową jedwabną sukienkę, z rozpuszczonymi włosami, z mocniejszym niż zwykle makijażem i szpilkami na nogach, będzie oczekiwała przed domem na przyjazd niemal obcego mężczyzny, by pójść z nim na randkę, uznałaby to za istne szaleństwo. Teraz jednak oto stała w niepewnym wyczekiwaniu, drżąc z chłodu i podekscytowania, i patrząc na nadjeżdżające auto zastanawiała się czy to ona zwariowała czy to dzieje się naprawdę.

Ogarnęły ją wątpliwości, gdy zobaczyła podjeżdżający powoli ciemny samochód. Przełknęła ślinę rozważając w duchu czy w tym momencie wypada się jeszcze wycofać. Co w nią wstąpiło, że zdecydowała się na randkę z całkiem obcym facetem? To, że zrobił na niej pozytywne wrażenie to jeszcze o niczym nie świadczy. Spotkali się trzy razy w życiu, a rozmawiali ze sobą ze cztery, jeśli liczyć wymianę dwóch zdań w czasie obiadu u Magdy Gessler. I tak ni z tego, ni z owego zgodziła się na spotkanie. Musiało rzeczywiście brakować jej kontaktu z mężczyznami, skoro zdecydowała się na coś takiego.

I jeszcze dzisiejsze niespodziewane spotkanie z Piotrem. Stłumiła westchnienie, gdy stanął jej przed oczami obraz jego poważnych oczu. Sam jest sobie winien, że doszło do takiej sytuacji pomiędzy nimi. Rok temu, gdy pierwszy raz przyznał, że między nimi nie dzieje się dobrze, sam od razu zasugerował rozstanie i niechęć do jakichkolwiek prób ratowania ich małżeństwa. Nie miał najmniejszego zamiaru uczestniczyć w żadnych terapiach małżeńskich ani chodzić indywidualnie na sesje do psychologa. Z góry uznał temat za zamknięty. Do dziś Annę bolała ta sytuacja i musiała przyznać, że teraz po dłuższym czasie już sama na chłodno potrafi podejść do tego tematu, i gdyby pojawiły się sprzyjające okoliczności z chęcią skorzystałaby z możliwości byle tylko dopiec Piotrowi na tym polu.

Mimo niepewności uśmiechnęła się promiennie do wysiadającego z auta Adama, nie dając po sobie niczego poznać. Jego nienaganna sylwetka, doskonale skrojony garnitur i błyszczące z zadowolenia oczy kusiły obietnicą udanego zakończenia niezbyt owocnego dnia. Może jednak okaże się, że to spotkanie nie będzie pomyłką roku, zwłaszcza, że Adam wyglądał jakby dopiero co wrócił z wybiegu. Jeśli jeszcze okaże się, że mają ze sobą o czym rozmawiać to kto wie, jak dalej potoczy się ta znajomość.

- Pięknie wyglądasz.- powiedział szarmancko, otwierając przed nią drzwi auta.- Wiedziałem od naszego pierwszego spotkania, że jesteś wyjątkowa, ale nie spodziewałem się tego, co widzę teraz.

- Dzięki.- poczuła, że jej policzki czerwienieją. Złajała się za to w duchu. Już tak dawno przekroczyła trzydziestkę, a wciąż nie mogła pozbyć się starych nawyków.- Ty też wyglądasz nieźle.

            Zaśmiał się, wsiadając do środka.

- Dokąd jedziemy?- zagadnęła, gdy przekręcił kluczyk w stacyjce.

- Porywam cię.- oznajmił tajemniczo.- To będzie niespodzianka.

- Nie możesz mnie porywać, muszę być w domu przed północą, jak Kopciuszek.- zażartowała.

- Naprawdę?- zdziwił się.- Myślałem, że po wcześniejszym odwołaniu spotkania teraz w rewanżu będziesz miała dla mnie więcej czasu.

- Cztery godziny powinny na początek w zupełności wystarczyć.- oświadczyła, śmiejąc się.- Zostawiłam w domu dwójkę dzieci, nie mogę ich tak od razu zostawić na całą noc.

- Ale chyba same nie zostały?- zmarszczył brwi, skręcając kierownicą w prawo.

- Nie, załatwiłam im opiekę.- pomyślała z wdzięcznością o Marcie, która zgodziła się pozostać u niej w domu na kilka godzin, w zamian żądając szczegółowych relacji z randki.

            Była tak podekscytowana informacją o spotkaniu Anny z Adamem, że nie trzeba jej było zbyt długo prosić o przysługę. Oczy jej omal nie wyszły z orbit, gdy Anna przyznała się, dlaczego prosi ją o pomoc.

Uśmiechnęła się, przypominając sobie reakcję koleżanki. Marta od dawna gorąco ją namawiała na to, by zaczęła się z kimś spotykać. I miała rację. Skoro Piotr planował zacząć nowe życie, to dlaczego ona miałaby postąpić inaczej? Nie zamierzała do końca życia tkwić samotnie w pustym domu.

- To świetnie, przynajmniej będziesz o nich spokojna. I będziesz mogła skupić się wyłącznie na mnie.- rzekł żartobliwie Adam.

            Wybuchnęła śmiechem. Gdy umilkła przez chwilę katem oka uważnie przestudiowała jego profil. Ciemne włosy, niebieskie oczy skupione na prowadzeniu auta, pełne usta idealnie stworzone do całowania, lekki zarost… Słowem, wyglądał idealnie.

- I jak?- trzymał pewnie kierownicę, zaś zapach jego subtelnych korzennych perfum podrażnił jej nozdrza.- Zdałem egzamin?

- Yhm, może być. Na czwórkę.- zripostowała natychmiast, nieco zażenowana tym, że została przyłapana.

- Na czwórkę?- udawał zszokowanego.- Skąd tak niskie noty?

- Za zbytnią pewność siebie… i zbyt ekstrawagancki samochód. Za resztę celujący.- wyliczyła skrupulatnie.

- Zbyt ekstrawagancki samochód?- powtórzył zdumiony.- Co masz na myśli? Nie podoba ci się moje autko?

- Dla kogoś kto lubuje się w czołgach w sam raz, ja wolę znacznie delikatniejsze.- wyjaśniła, udając powagę.

- Zgoda, następnym razem przyjadę po ciebie czymś innym.- odrzekł zdecydowanie, zatrzymując się pod jedną z najbardziej ekskluzywnych warszawskich restauracji.- A co do mojej pewności siebie… zazwyczaj jest przydatna, zwłaszcza w kontaktach z takimi kobietami.- dodał porozumiewawczo, otwierając z jej strony drzwi.

- Sugerujesz, że wieje ode mnie taką bezczelnością, że aż trzeba mnie poskromić?- spytała słodko, przesuwając się z gracją obok niego.

- Ależ skąd! Sugeruję tylko, że jesteś tak nieszablonowa, że aż trudno mi się skupić na czymś innym poza tobą.

- Cóż za wyznanie zważywszy, że spotykamy się tak naprawdę dopiero drugi raz.- przyjęła podane przez niego ramię, uśmiechając się przy tym czarująco.

- Doprawdy? Osobiście mam wrażenie, że znamy się od dawna.- kurtuazyjnie przepuścił ją przodem.

            Anna podzielała jego uczucia, lecz wolała nie przyznawać się do tego głośno.

            Rozejrzała się wokół dyskretnie, czy nie widać nigdzie skierowanych w ich stronę aparatów i ciekawskich par oczu. Wolała nazajutrz nie czytać o sobie gorącego newsa w porannej prasie.

Nie umknęło to uwadze Adama, który przesunąwszy rękę na jej plecy poprowadził ją w stronę dwuosobowego stolika ustawionego w samym kącie sali.

- Zdaje się, że dobrze odgadłem, że pragniesz pozostać anonimowa?- pomógł zdjąć jej płaszcz.

- Jak najbardziej, dziękuję.- usiadła, gdy podsunął jej krzesło. Już dawno nikt nie traktował jej w ten sposób.- Nie lubię błysku fleszy gdy otwieram buzię.

            Zaśmiał się, ukazując idealnie białe, równe zęby.

- Zaskakujesz mnie. Przecież uprawiasz bardzo podobną profesję. W zasadzie to są twoi koledzy po fachu.

- Tylko w zasadzie.- zamoczyła usta w białym winie, przyniesionym przez kelnera.- To jest tak jak by porównać ginekologa z dentystą, bo przecież obydwaj są lekarzami, czyż nie?

- Masz rację.- przyznał, biorąc do ręki menu.- Jak bardzo jesteś głodna?

- Nie bardzo.- zastanowiła się czy przypadkiem nie włożyła zbyt odważnej sukienki, gdy patrzyła na zachwycony wzrok Adama prześlizgujący się co jakiś czas po jej sylwetce. Pochlebiało jej to wyraźnie okazywane zainteresowanie, lecz jednocześnie czuła się nieco skrepowana.- Zadowolę się jakąś niewielką sałatką.

- Rozumiem, że dbasz o figurę, ale czasami warto dobrze zjeść.- odrzekł zachęcająco.- Może dzisiaj zdasz się na mnie pod tym względem?

- Zupełnie nie wiem dlaczego, ale się zgadzam.- wypiła kolejny łyk wina.

            Zmrużyła oczy i z zaciekawieniem przebiegła spojrzeniem po wszystkich obecnych w lokalu. W przeciwległym krańcu siedział dyrektor programowy konkurencyjnej stacji telewizyjnej wraz małżonką i synem, niedaleko obok niego zajmował stolik poseł obecnej kadencji na Sejm wraz ze swoją towarzyszką, zaś po ich prawej stronie w spokoju zażywała kolację sama Georgina Tyszowska, znana projektantka mody. Niemal przy każdym stoliku siedział ktoś, kogo Anna znała, trudno było pozostać niezauważoną w takim miejscu. Cóż, nie pierwszy raz znajdowała się w podobnej sytuacji. Tyle razy już to przerabiała, że i tym razem jakoś sobie poradzi.

- Czym się zajmujesz?- spytała z zainteresowaniem, gdy stanęła przed nią w salaterce wybrana sałatka.

            Milczał przez jakiś czas, dziwnie jej się przyglądając.

- Mam rozumieć, że nawet nie spojrzałaś na moją wizytówkę, którą ci dałem podczas naszego pierwszego spotkania?

- Owszem.- przyznała z rozbrajającą szczerością.- A powinnam? Zupełnie o niej zapomniałam. Coś mnie ominęło?

- Cóż, wiedziałabyś przynajmniej czym się zajmuję.- potarł palcami brodę, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiając.- Jestem prawnikiem, pracuję w kancelarii adwokackiej na Nowym Świecie.

- Naprawdę?- zmarszczyła brwi.- Znam mniej więcej wszystkie kancelarie, które się tam znajdują. W której z nich?

- Może jednak zajrzysz do tej wizytówki i sama to sprawdzisz?- z błyskiem w oku podniósł do góry kieliszek wina.

            Anna zrobiła to samo. Gdy ich kieliszki zetknęły się ze sobą delikatnie, wydając przy tym ciche stuknięcie, oboje pojrzeli sobie głęboko w oczy. Nastrojowe światło dochodzące z ledwie świecącego się górnego żyrandola zatańczyło leniwym blaskiem na brzegach kieliszka, gdy zbliżyła go do ust.

Spojrzała spod rzęs na Adam, spokojnie kończącego kolację, i spoglądającego na nią raz po raz.

            O dziwo, jakoś zupełnie jej to nie przeszkadzało. Czy to była wina wypitego wina czy też czuła się na tyle dobrze w jego towarzystwie, że mogła pozwolić sobie większe niż zazwyczaj rozluźnienie?

- Lubisz swoją pracę?- spytał nieoczekiwanie.

            Drgnęła, wyrwana z zamyślenia.

- Lubię, i to bardzo.- przytaknęła.- Nie zamieniłabym jej na żadną inną. Odnajduję się w tym, tak przynajmniej mi się wydaje.

- Skoro jeszcze nie planują twojego zwolnienia to jak najbardziej się sprawdzasz.- uśmiechnął się szeroko.

- Bynajmniej jeszcze nic o tym nie wiem.- zastukała paznokciem w kruche szkło.- A ty dlaczego zostałeś prawnikiem?

- Sam nie wiem…- z namysłem poluzował nieco krawat.- Od zawsze wyobrażałem sobie, że stoję na mównicy i wygłaszam mowy końcowe, wiesz jak to jest w tych amerykańskich filmach… Nie opuszczało mnie to przez cały okres liceum i studiów, więc postanowiłem, że po prostu pójdę w kierunku, który zawsze siedział mi w głowie.

- Czyli nic fascynującego, same nudy.- skwitowała z westchnieniem.- Żadnych trupów po drodze.

- No niestety, ani jednego. Wybacz, jakoś tak wyszło.- rozłożył bezradnie ręce z psotnym uśmiechem.

            Anna patrząc na niego automatycznie pomyślała o swoim małżeństwie. Jak wyglądałoby jej życie gdyby to właśnie Adama spotkała trzynaście lat temu na uczelnianym korytarzu. Czy byłaby tu gdzie teraz czy całkiem w tym innym miejscu? Adam ze swym ciepłym uśmiechem sprawiał jednocześnie wrażenie całkiem wyluzowanego, i takiego który nie potrafi znieść monotonii. A może to były tylko pozory?

            Kiedy odwiózł ją do domu, nie czekając sama wyskoczyła z auta i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wysiadł i podszedł do niej w momencie gdy otwierała bramę.

- Dzięki za miły wieczór.- odezwała się, czując jak potnieją jej ze zdenerwowania ręce.- To było naprawdę udane spotkanie.

- Randka, a nie żadne zwykłe spotkanie.- poprawił ją, obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie.- Nazywaj rzeczy po imieniu.

- W porządku, randka.- nie mogła się nie uśmiechnąć.

- Dlaczego jesteś taka zestresowana?- przesunął ręką po jej policzku.- Jesteś przepiękną kobietą.

- Wydaje ci się.- serce biło jej jeszcze mocniej.- W tym wieku kobiety już się nie stresują. A teraz muszę już iść.

- Szkoda, że musisz.- pochylił się nad nią, patrząc głęboko w oczy i pocałował.

Pocałunek był krótki, lecz Anna miała uczucie, że trwało to niemal wieczność. Odwzajemniła pocałunek i niemal wyrwała z objęć Adama.

- Naprawdę muszę lecieć.- powtórzyła.- Do zobaczenia!

            Zamknęła za sobą bramę i popędziła do domu tak szybko, na ile tylko pozwalały jej wysokie obcasy. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi, i oparła o nie plecami. Przyłożyła dłonie do twarzy, zdając sobie sprawę jak bardzo palą ją policzki. Jeśli tak będzie wyglądało ich każde spotkanie to zanosi się na to, że nie skończy się to tylko na platonicznej przyjaźni. Wyjątkowo intensywnie przeżywała każdą ich rozmowę i dotyk Adama. Przygryzła wargi, w dalszym ciągu odczuwając  ciepło jego ust. Czy on czuł to samo czy było to dla niego tylko zwykłym spotkaniem z kolejną interesującą kobietą? Jeśli nawet, to sama również zamierzała się dobrze bawić. Bynajmniej nie zamierzała dać mu odczuć, że czuje się wykorzystana.

 

 

Tosia

- No żesz, kuźwa mać!- warknęła Lena, gdy razem z Tosią wysiadły z autobusu i skierowały się w stronę jej mieszkania w blokowisku na Mokotowie.

- Co jest?- Tosia zaciekawiona podążyła za jej wzrokiem i zobaczyła dwóch chłopaków stojących pod klatką.

Tych samych, których widywała za każdym razem w tym samym miejscu, gdy tu przychodziła. Zazwyczaj trzymali w rękach po puszce piwa i odprowadzali ją spojrzeniami aż do momentu, gdy znikała za drzwiami klatki schodowej. Czuła na sobie ich wzrok, jednak pozornie nic sobie z tego robiła. Nie zaczepiali jej, i to się liczyło.

- Znowu tu wystają, ćwoki jedne.- burknęła Lena, mocując się z zamkiem od plecaka.- Jeszcze się ktoś przyczepi i będzie chryja.

- Kto się ma przyczepić i po co? Nikogo tu nie ma.- Tosia lekceważąco wzruszyła ramionami, nie bardzo rozumiejąc przyczynę jej wzburzenia.- Niech sobie stoją, nikomu nie przeszkadzają.

- Serio nie kapujesz o co kaman?- Lena przewróciła oczami, wzdychając.- Policja tędy przejeżdża co jakiś czas.- wyjaśniła niechętnie, widząc nic nierozumiejące spojrzenie Tosi.- Jakby ich zgarnęli to mogą też zajrzeć do nas, to już krótka droga, a wtedy to dopiero byłby żar!

- Jeszcze ani razu ich tu nie widziałam, daj spokój.- Tosia udawała, że nie patrzy w kierunku chłopaków, którzy z coraz większym zainteresowaniem zaczęli spoglądać w ich kierunku.- Co dzisiaj z Tymonem?- spróbowała nieudolnie zmienić temat.

- Przyjdzie za jakiś czas.- odrzekła krótko Lena, poprawiając włosy i intensywnie się nad czymś zastanawiając.- A może ich ściągniemy do siebie i się zabawimy?- wypaliła raptownie.- Co o tym myślisz? Robimy imprezkę z nieznajomymi?

            Tosia wytrzeszczyła oczy.

- Zwariowałaś?- zaprotestowała.- Przecież ich nie znamy!

- No i co z tego?- wzruszyła ramionami Lena.- Zaraz naprawimy ten błąd.

Ściszyła głos, gdy wymijały chłopaków i niby przypadkowo uderzyła jednego z nich plecakiem w rękę.

Tosia z zażenowaniem odwróciła wzrok, nie chcąc widzieć jego reakcji i pospiesznie ruszyła za koleżanką po schodach

- Ej!- chłopak z zaskoczeniem uniósł w górę brwi i obejrzał się za Leną.- Zaczekaj!

            Lena z przebiegłym uśmiechem na twarzy zatrzymała się i powoli obejrzała do tyłu.

- Hej dziewczyny, gdzie tak biegniecie?- zagaił natychmiast drugi z nich, wypuszczając z ust strużkę dymu papierosowego i wpatrując się intensywnie w Lenę.- Gdzie wam się tak spieszy?

            Jej zbyt krótka obcisła spódniczka wyraźnie zrobiła na nim wrażenie. Mierzył dziewczynę spojrzeniem od stóp do głów, jakby nie móc się napatrzeć.

- Jak to gdzie, na imprezkę!- odrzekła wesoło Lena.- Może dołączycie do nas, chłopcy? Nie macie ochoty na miłe towarzystwo?

- Już was lubię.- chłopak wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.- Jak na imprezę to chętnie. Panie prowadzą.- dwornym gestem przepuścił je przodem i ruszyli razem po schodach.

            Tosia szła za Leną, całkiem zbita z tropu. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy i zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie skorzystać z jakieś okazji i nie zniknąć pod byle pretekstem. Jednak nie była do końca pewna czy to dobry pomysł pozostawić Lenę samą z dwoma całkiem obcymi chłopakami. Ci dwaj młodzi mężczyźni nie wyglądali na takich, którzy lubią wylewać za kołnierz i szli licząc na dobrą zabawę. A może jeszcze na coś więcej.

Ich pewne siebie zachowanie nie podobało się Tosi. Poszła za Leną do kuchni.

- No i po co ich tu zaprosiłaś?- spytała szeptem z pretensją w głosie.- Przecież ich nie znasz!

- Z widzenia znam, tak jak ty. To Marcin i Kuba.- Lena sięgnęła po cztery kieliszki i cztery szklanki.- A dlaczego miałam nie zaprosić? Jesteśmy samotnymi dziewczynami, które potrzebują męskiego towarzystwa żeby się dobrze pobawić.- zachichotała.

- Ty nie jesteś samotna.- zwróciła jej uwagę Tosia.- Masz Tymona.

- Ale ty jesteś.- odparowała Lena.- Weź już daj spokój z tym swoim Karolem, zrobił cię na szaro i nie masz co przeżywać. Mało to fajnych chłopaków dookoła? I przestań w końcu być taką cnotką, czas wydorośleć.

            Zostawiła na kuchennym blacie szklanki z colą i poszła do pokoju, nie oglądając się na Tosię, która jak wrośnięta w ziemię po słowach koleżanki, została na środku kuchni.

 Stwierdziwszy, że samotne przesiadywanie w kuchni niczego nie zmieni wzięła szklanki i z ociąganiem poszła za Leną. Usiadła z dala od całej trójki i włączyła telewizor, przeskakując co chwilę po kanałach. Zaczęła się zastanawiać kiedy wróci Tymon. Mimo, że nie znała go zbyt dobrze, i chyba nawet niezbyt lubiła, wolała w tym momencie żeby już przyszedł. Był w końcu chłopakiem Leny, raczej nie podobałoby mu się, że jego dziewczyna robi maślane oczy do kogokolwiek.

Zdumiała się jeszcze bardziej kiedy zjawił się po niecałym kwadransie. Wyglądało na to, że cała trójka zna się bardzo dobrze. Przywitał się z chłopakami jak starzy znajomi i w niedługim czasie siedzieli razem nad butelką zimnej Bols.

- A tobie co, królowo, trzeba przynosić pod nos?- Lena zsunęła się z krzesła i lekko chwiejnym krokiem podeszła do biurka i postawiła przed Tosią podwójny kieliszek.- Chodź bliżej, zapoznacie się. Chłopcy są super.

- Jasne, zaraz się przysiądę.- zgodziła się Tosia niezbyt chętnie, podnosząc się z krzesła.

            Mimo, że urywając się z lekcji przyszła tu licząc na odprężenie i dobrą zabawę, to nie miała jakoś szczególnej ochoty dołączyć do nowego, rozbawionego towarzystwa. Przysunęła się bliżej w stronę Leny i unikając spojrzeń usiadła obok, upijając łyk z kieliszka. Postawiła go na stole przed sobą i wówczas poczuła na sobie spojrzenie Marcina.

            Nie spuszczając z niej oczu napełnił swój kieliszek przezroczystym płynem i wypił cały, demonstracyjnie odstawiając go na miejsce.

- Tak to się robi, królowo.- powiedział naśladując Lenę i zakładając sobie przy tym włosy za uszy. Wyglądały na dawno nie myte i tłuste, były porozdzielane od siebie drobnymi strąkami.- Ominęłaś cztery kolejki, teraz czas na ciebie.

            Tosia mechanicznie wzięła kieliszek do ręki i spojrzała z lekkim przestrachem na huśtający się przezroczysty płyn. Jeszcze nigdy nie piła wódki i do tej pory nie pałała szczególną chęcią by ją próbować. Do tej pory wystarczało jej zazwyczaj piwo albo wino. Reakcje pijających raczej odstraszały ją niż zachęcały by wziąć do ust ten sławetny trunek.  W tej chwili jednak nie miała innego wyjścia. Wszystkie cztery pary oczu utkwione były właśnie w niej i wyraźnie oczekiwały, by zrobiła to samo co oni przed chwilą.

Zagryzła wargi, przytknęła kieliszek do ust i wypiła całość jednym haustem. Ostry smak spowodował, że jej oczy wypełniły się łzami i zapiekło ją w gardle. Do tego stopnia, że zaniosła się gwałtownym kaszlem.

Lena ze śmiechem poklepywała ją po plecach i postawiła pełną po brzegi szklankę coli. Tosia chwyciła ją i łapczywie wypiła niemal całość. Gdy otarła łzy zobaczyła wokół siebie zadowolone spojrzenia pozostałych.

- Jak to mówią: pierwsze koty za płoty!- zarechotał Kuba, wznosząc rękę do toastu.- Wypijmy teraz za Tośkę, wzięła się dziewczyna do roboty!

            Odetchnęła, gdy Tymon zaczął rozmowę na inne, nie związane z nią tematy. Przynajmniej nie była już w centrum uwagi i nic nie musiała nikomu udowadniać. Wypity alkohol rozszedł się po jej ciele powodując przyjemne ciepło. Nie była do końca pewna czy ma chęć dalej towarzyszyć Lenie i jej nowym kolegom, jednak po czwartym kieliszku wszystko jej jakoś zobojętniało. Nie czuła się już na siłach wracać do szkoły, musiała jednak gdzieś odczekać klika godzin, by po powrocie do domu ciotka nie wyczuła woni alkoholu. Jeszcze do tej pory nie zdarzyło się, by ciotka się na nią wściekła bez jakiegoś konkretnego powodu, w domu nigdy nie było hałasu czy wrzasków. Tylko ten jeden raz, kiedy chciała iść na obiad organizowany przez telewizję. Tosia ze wstydem musiała przyznać sama przed sobą, że wtedy nawaliła. Nie dość, że się spóźniła do domu, to jeszcze ciotka mogła wyczuć od niej woń alkoholu. Czy rzeczywiście tak było nie miała do dzisiaj pewności, jednak Tosia wolała sama nie sprawdzać gdzie leży granica wytrzymałości nerwów Anny. Po ostatniej rozmowie z nią długo analizowała w duchu to co usłyszała, i musiała przyznać, że ciotka ma wiele racji, i że jej argumenty są naprawę rozsądne. Trudno było jednak wcielać w życie coś, do czego sam człowiek nie jest do końca przekonany i do czego nie ma się serca. A od śmierci rodziców Tosia nie miała serca do niczego.

Prześlizgnęła się otępiałym wzrokiem po wszystkich obecnych i zatrzymała na Lenie. Koleżanka z wyraźnie szklistymi oczami usiadła na kolanach Tymona i zaczęła go namiętnie całować, opierając się rękami o ścianę ponad jego głową. Dłoń Tymona natychmiast powędrowała wzdłuż ciała dziewczyny, po nodze przez pośladki aż w stronę biustu. Lena mrucząc z zadowolenia zaczęła powoli rozpinać jego koszulę.

Marcin wygłodniałym wzrokiem przyglądał się ich poczynaniom, aż jego oczy spoczęły na Tosi. Wytrzeźwiała niemal natychmiast, kiedy podniósł się z kanapy i kucnął obok jej kolan, dmuchając jej w twarz mocnym zapachem alkoholu. Niemal podskoczyła kiedy dotknął ręką jej uda, ściskając mocniej materiał spodni.

Wstała z krzesła, i chcąc szybko złapać plecak, przeliczyła swoje siły. Kolana jej się nieco ugięły i wylądowała na sąsiedniej kanapie w pobliżu Tymona i Leny. Nim zdążyła zebrać myśli Marcin zbliżył się i usiadł obok, obejmując ją zadziwiająco silnym ramieniem i przyciągając do siebie.

- Może weźmiemy z nich przykład, co ty na to?- zaproponował, sięgając drugą ręką do guzików u szczytu bluzki.- Taka ładna z ciebie dziewczyna…

- Przestań, puść mnie.- szarpnęła się, przeklinając w myślach wypity w nadmiarze alkohol.

            Chłopak jakby nie słyszał co do niego mówiła. Z błąkającym się po twarzy uśmiechem nachylił się, by ją pocałować. Tosia w panice zaczęła odwracać głowę i kręcić nią na wszystkie strony, unieruchomiona ramieniem Marcina. Wydało jej się, że minęła wieczność do momentu kiedy udało jej się wyswobodzić jedną rękę i skutecznie go odepchnąć.

- Zostaw ją, Marcin.- odezwała się Lena pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim.- Nie chce to nie.

- Jak to nie chce, zaraz jej pokażę jak …- urwał, gdy niespodziewanie Tosia wyślizgnęła się z uścisku.

            Chwytając po drodze plecak, na niepewnych nogach i zawrotami głowy wyszła szybko z mieszkania. Mimo zawrotów głowy udało jej się zejść po schodach i się nie przewrócić. Szczerze wątpiła w to, by Marcinowi chciało się za nią biec. Ledwie stał na nogach, nie wspominając już o szybszym biegu.

Przystanęła przed blokiem, zachłannie wciągając płucami świeże, zimne powietrze, które skutecznie zaczęło oczyszczać organizm. Z każdą kolejną chwilą czuła jak odzyskuje jasność umysłu. Zarzuciła plecak na ramię i postanowiła zrobić sobie długi spacer do domu, który z pewnością otrzeźwi ją do końca i nie pozwoli wzbudzić niczyich podejrzeń.

 

Anna

Ze zmęczenia padała na twarz, lecz satysfakcja z zakończonego kolejnego reportażu była ogromna. Wróciła z nagrań, Jędrkowi pozostało teraz wszystko zmontować i oddać do ewentualnych niewielkich korekt. Miłosz koniecznie upierał się co do swojej wizji i chciał mieć wpływ na efekt końcowy, widząc jednak upór Anny i analizując jej uwagi ostatecznie wycofał się ze swoich pomysłów. Dumna z siebie, iż udało jej się przeforsować kolejny raz swoje zdanie, wyszła z budynku nucąc sobie samej pod nosem fanfary.

Tym razem znowu pod lupę wzięła problemy z trudną młodzieżą. Główną postacią w reportażu była szesnastoletnia Kinga, do niedawna wzorowa uczennica, pochodząca z zamożnej rodziny, która w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy popadła w konflikt z prawem, między innymi biorąc udział w kilku bójkach i dokonując napadu na sklepy jubilerskie. Podczas rozmowy z Anną przebywała w zakładzie poprawczym o wzmożonym nadzorze wychowawczym i nie przejawiała żadnych objawów skruchy. Opowiadała o swoim życiu beznamiętnie, bez jakichkolwiek emocji i Annę nie raz ogarnęło pragnienie, by przygarnąć do siebie tę na pozór zadziorną dziewczynę i mocno ją wyściskać. Wątpiła, by ostatnio robili to jej rodzice. Na jakąkolwiek wzmiankę o nich Kinga reagowała jedynie wzruszeniem ramion i krótkim „a co to ich obchodzi”.

Przyglądając się sobie i dziewczynie na dużym ekranie Anna oczyma wyobraźni widziała już  Tosię na jej miejscu, i aż zadrżała na samo wyobrażenie. Tosia nie pasowała zupełnie do takiego świata. Być może Kinga również, lecz ona nie miała żadnego wsparcia w bliskich, zaś Tosia powinna zdawać sobie sprawę z tego, że ma na kim polegać. I że na niej polega młodszy brat. Jej chwilowe rozchwianie emocjonalne nie może doprowadzić do tego, by znalazła się o niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu.

            Z zadowoleniem podśpiewując półgłosem jedną z piosenek Katy Perry, Anna zaniosła torbę z zakupami do kuchni. Wyjęła z niej białe martini i postawiła na stole. Gdy podniosła wzrok, ku swemu zaskoczeniu zobaczyła wchodzącą do mieszkania niepewnym krokiem Tosię.

            Anna z niepokojem zerknęła na wiszący zegar. Dochodziła dopiero czternasta i według jej obliczeń Tosia powinna być jeszcze w szkole. Czyżby coś się wydarzyło?

- Hej Tosiu, co dzisiaj tak szybko z powrotem?- zawołała głośniej niż zamierzała.- Już po lekcjach?

- Taak.- odburknęła niechętnie dziewczyna, nie podnosząc głowy i starając się jak najszybciej pokonać drogę od drzwi wejściowych do schodów prowadzących na piętro.- Już.

            Zaalarmowana dziwnym tonem głosu i wyrazem twarzy dziewczyny Anna podeszła bliżej.

- Co się dzieje, Tosiu?- spytała łagodnie.- Coś się stało?

            Dziewczyna zerknęła na nią niepewnie i Anna dostrzegła jej przekrwione oczy. W nich zobaczyła odpowiedź na swoje pytanie. Jednocześnie dobiegła do niej woń alkoholu i papierosów. Przymknęła powieki i po chwili je otworzyła, głęboko wciągając powietrze. Już nie była tak zszokowana tym widokiem jak za pierwszym razem. Wówczas pokłóciły się ze sobą, i Tosia od tamtej pory jeszcze bardziej się od niej oddaliła. Anna miała przeczucie, że krzykiem niczego nie zwojuje, tym razem postanowiła inaczej podejść do sprawy.

- Byłaś dzisiaj na lekcjach?- spytała tylko, patrząc badawczo na drżące ręce dziewczyny.- Czy nawet tam nie dotarłaś?

- Byłam na dwóch pierwszych.- wymamrotała niewyraźnie Tosia, uciekając spojrzeniem z wyraźnym poczuciem winy.

            Dotychczas arogancka i opryskliwa, teraz wyraźnie spuściła z tonu. Anna zastanawiała się w duchu gorączkowo co też takiego mogło się wydarzyć, że Tosia zachowuje się tak nieswojo. Nie pytając o nic poklepała ją jedynie po ramieniu.

- W porządku.- powiedziała, idąc w stronę kuchni.- Jak dojdziesz do siebie to przyjdź tu do mnie na kilka minut, muszę ci coś powiedzieć.

- Okej.- Tosia zaskoczona obrzuciła ją dziwnym spojrzeniem i zaczęła wspinać się do góry, przytrzymując się kurczowo poręczy.

            Anna wyciągnęła z torebki telefon i przysiadła na brzegu kanapy. W kontaktach wyszukała numer do psycholożki, do której niegdyś sama chodziła na kilka sesji i zadzwoniła.

- W zasadzie nie powinnam jej brać, bo nie zajmuję się nieletnimi.- rzekła niezdecydowanym głosem psychoterapeutka.- Ale dobra, możemy spróbować. Tylko po starej znajomości.- zaznaczyła.- Nie podsyłaj mi nikogo więcej.

- Masz moje słowo.- zgodziła się Anna.- Nikogo więcej, słowo.

- I jeszcze jedno: niczego nie obiecuję, pamiętaj.

- Oczywiście.- w tej chwili Anna była skłonna przyobiecać jej naprawdę wiele.- Dzięki, że się zgadzasz, to dla mnie niesłychanie ważne.

- Dobrze, chociaż sprawdzę w którym momencie ta dziewczyna się pogubiła.

            Anna odłożyła telefon i powolnym krokiem ruszyła w stronę kuchni. Jeszcze przed chwilą z zadowoleniem wróciła do domu, by świętować kolejne udane nagranie, zaś w ciągu pięciu minut jej cała radość prysła jak bańka mydlana. Dlaczego szczęście ostatnio nie trwa przy niej dłużej niż tylko kilka chwil? Dlaczego tak trudno jest je przy sobie zatrzymać? Zwłaszcza od feralnego dwudziestego ósmego sierpnia, gdy doszło do wypadku Agaty i Pawła?

Jej myśli natychmiast popłynęły w kierunku Adama, z którym od tygodnia się spotykała. Tych kilka randek, jak on to nazywał, sprawiło, że jej bujna wyobraźnia rozszalała się na dobre i zaczęła jej podsuwać coraz to nowsze wizje na przyszłość. Anna starała się zagłuszać je w sobie, by w razie niepowodzenia niemiło się nie rozczarować, jednak nie mogła się powstrzymać, by o tym nie myśleć. Adam był uroczym towarzyszem, ciągle uśmiechniętym, pełnym humoru i poza tym niesamowicie przystojnym. Lubiła mu się ukradkiem przyglądać, gdy tego nie widział. Denerwowała się na siebie, że tak szybko zaczęło jej zależeć na tym, by cokolwiek napisać lub zadzwonił. Sprawiały jej przyjemność jego częste komplementy i pełne podziwu spojrzenia, którymi ją obrzucał. Dawno nie czuła się tak adorowana.

Usiadła bezwładnie na taborecie, gdy jej wzrok padł na butelkę Martini. Tym razem nie miała ochoty na samotne spożywanie alkoholu. Dzisiejsze popołudnie miała tylko dla siebie, Adam musiał wyjechać do Wrocławia i wrócić dopiero jutro, postanowiła więc zadzwonić po Martę, by wspólnie celebrować wieczorem udany dzień.

Spięła się w sobie, gdy usłyszała wchodzącą do jak cień Tosię. Dziewczyna miała podkrążone oczy, blade policzki i w niczym nie przypominała miłej, sympatycznej nastolatki, którą była wcześniej.

- Usiądź Tosiu, może masz na coś ochotę?- zaproponowała przyjaźnie, udając, że nie zauważa nastroju dziewczyny.

- Nie jestem głodna.- odrzekła sztywno Tosia.- Czego ode mnie chciałaś?

            Anna rzuciła okiem na jej sztucznie wyprostowaną sylwetkę i stłumiła westchnienie.

- Zapisałam cię do psychologa.- wyznała.- Ale nie do tego, u którego siedziałaś pod drzwiami. Pomyślałam, że może wolałabyś porozmawiać z kobietą.

- Dla mnie to żadna różnica.- odrzekła Tosia niechętnie.- W ogóle nie chce mi się gadać z nikim obcym.

- Często komuś obcemu łatwiej jest powiedzieć rzeczy, o których nie chcemy rozmawiać z kimś bliskim.- zaczęła ją przekonywać Anna.- Jestem pewna, że kilka takich rozmów dobrze by ci zrobiło.

- Ja tak nie uważam. Nic mi nie jest.- powtórzyła z uporem dziewczyna.

- Dlaczego?- spytała Anna po kilku sekundach milczenia.- Dlaczego, Tosiu? Dlaczego nie chcesz chociaż spróbować sobie pomóc?

            Dziewczyna parsknęła.

- Nie potrzebuję żadnej pomocy.- odrzekła z naciskiem.- Miewam się dobrze jak nigdy w życiu!

- Naprawdę?- w głosie Anny zabrzmiało powątpiewanie.- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Gdzie podziała się ta radosna, zadowolona z siebie dziewczyna, która znałam przez piętnaście lat? Jej miejsce zajęła krnąbrna nastolatka, z którą ostatnio kompletnie nie da się rozmawiać ani porozumieć.

            Tosia nie odpowiedziała, nerwowo drapiąc się po brodzie i przygryzając wargi.

            Anna tym razem westchnęła głośno.

- Zrobiłam ci herbatę.- powiedziała zrezygnowana, podsuwając szklankę.- Wypij, dobrze ci zrobi po alkoholu.

            Tosia zamrugała kilka razy powiekami, jakby nie bardzo wierząc w to co słyszy. Bez słowa wzięła szklankę z herbatą i poszła z powrotem do swojego pokoju.

            Anna kręcąc z niedowierzaniem głową zadzwoniła do restauracji i zamówiła na wieczór kilka przekąsek. Na nic już nie miała ochoty, a już najmniej na stanie w kuchni przy przygotowywaniu jedzenia.

            Przywiozła Bartka z przedszkola i zajęła się ogarnianiem salonu. Pedantka Marta potrafiła wytknąć najmniejszą plamkę i każdą warstwę kurzu.

- Jestem!- oznajmiła radośnie koleżanka, wpadając do mieszkania z impetem.- Wybacz spóźnienie, te korki kiedyś mnie wykończą!

- Taaak, korkami się teraz tłumaczysz…- Anna z szelmowskim uśmiechem rozstawiła kieliszki i postawiła dwa talerze sushi.- Czyżbym wyczuwała od ciebie męską woń czy tylko mi się wydaje?

- Zejdź ze mnie.- fuknęła Marta, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.- No dobrze, dobrze, przejrzałaś mnie, byłam u znajomego.

- Wiedziałam!- triumfowała Anna.- I byliście tak zajęci sobą, że patrzyliście sobie wyłącznie tylko w oczy?

- Nie zdradzę ci żadnych pikantnych szczegółów, dopóki nie powiesz mi co cię łączy z tym boskim prawnikiem.- powiedziała chytrze Marta, nalewając sobie Martini.- Jak jemu tam? Adam?

            Anna ułożyła się wygodnie na kanapie w przeciwległym rogu niż Marta, zrzuciła kapcie i założyła nogę na nogę.

- Na razie nie mogę tego w żaden sposób określić.- powiedziała w końcu, po dłuższym zastanowieniu.

- Jak to nie możesz określić?- osłupiała Marta przyglądała jej się oczami wielkimi jak spodki.- Tylko mi nie mów, że nie jest w twoim guście, bo zaraz sama zacznę robić do niego podchody!

- Tylko spróbuj!- Anna spojrzała na nią groźnie i obie zachichotały.

- Wiedziałam, że coś z tego będzie jak tylko was zobaczyłam razem!- oznajmiła Marta triumfalnie.- Chemia wisiała w powietrzu! Mówię ci, znam się na tym!

- Jak tylko będę poszukiwać eksperta od broni chemicznej to wiem gdzie dzwonić.- zażartowała Anna.

- Śmiej się, śmiej!- Marta wzniosła oczy do nieba.- Ale to sushi jest bajeczne!- wymamrotała z pełnymi ustami.- Muszę zacząć częściej cię odwiedzać. Jezu, nie, nie mogę! Muszę się przecież odchudzać!

 

cdn...

czwartek, 2 grudnia 2021

Gdy zaszumią wierzby (część XII)

 

 



 

Anna

- Którą dokładnie starszą panią masz na myśli?- nieco zirytowana pochyliła się w stronę monitora i wpatrzyła w swoje ostatnie nagranie, które Marcin z nieprzeniknioną miną cierpliwie przewijał kadr po kadrze.- Rozmawiałam wówczas z trzema.

- Zaraz powinna się pojawić, cierpliwości.- Miłosz również nie odrywał wzroku od ekranu. Podwinął rękawy koszuli i założył ręce przed sobą.- Ma najmniej ujęć, uważam, że powinniście pojechać i jeszcze z nią pogadać. Bardzo rezolutna staruszeczka, ma wiele interesujących rzeczy do powiedzenia. Kamera ją pokochała, wyjdzie z tego świetny materiał, nie pożałujesz.

- Ach, pewnie chodzi ci o panią Marię!- skinęła głową Anna, uśmiechając się do siebie na wspomnienie optymistycznie nastawionej do życia starszej pani.- Rzeczywiście, bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało, ale po jakimś czasie gorzej się poczuła, i zabrała ją pielęgniarka, już nie wróciła na nagranie.

- Wielka szkoda. O właśnie, o niej mowa.- Miłosz palcem wskazującym zastukał w monitor.

- Tak, pani Marysia…- mruknęła Anna, oczyma wyobraźni żegnając się z pysznym obiadem i witając z zimną kolacją. Czyżby kolejny raz musiała przesunąć dzisiejsze spotkanie z Adamem? Wiele na to wskazywało.- Owszem, rwała się do mikrofonu. Żaden z pozostałych pensjonariuszy nie miał w sobie tyle odwagi co ona.

- Widzisz, moja intuicja jest nadal niezawodna.- szef z wyrazem zadowolenia na twarzy oderwał się z miejsca, skąd nie ruszał się od dobrych piętnastu minut i ruszył w kierunku newsroomu.- Zbierajcie się, zaraz załatwię wam wejściówkę. - pstryknął palcami i po chwili już go nie było.

            Wyglądało na to, że najnowszy reportaż Anny wyjątkowo przypadł mu do gustu. Rzadko kiedy aż tak aktywnie uczestniczył w jej pomysłach, zazwyczaj odnosił się już jedynie do całości, a nie do poszczególnych części. Nieznana staruszka z Pałacu Seniora musiała zrobić na nim naprawdę dobre wrażenie, skoro wysyłał Annę po uzupełnienie do nagrania. Zresztą, nie powinna narzekać. Dla dobrego reportażu była skłonna do naprawdę sporych poświęceń. Ponadto była absolutnie świadoma tego, jak zawsze cenne są wskazówki i porady Miłosza. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by się na nim zawiodła.

            Przyjrzała się sobie w lustrze krytycznym okiem. Poprawiła bluzkę miękko opływającą jej szczupłą sylwetkę, roztrzepała palcami bujne włosy i wsunęła na nogi wygodne szpilki. Bieganie po Pałacu Seniora zapamiętała ostatnio aż nazbyt dobrze: zahaczyła obcasem o wysunięty nieco bardziej niż pozostałe jeden ze schodów, i zanim się obejrzała wylądowała tyłkiem na lśniącej posadzce. Wszyscy pensjonariusze zaczęli jej bić gromkie brawa, lecz aż do tej pory wyraźnie tkwiło jej w pamięci to wydarzenie. Była zażenowana tym, że przydarzyło jej się to na oczach wszystkich. Swoje zakłopotanie zgrabnie zamaskowała wybuchem śmiechu i zarzekaniem się, że nic się nie stało, lecz poczucie zawstydzenia pozostało w niej do tej pory.

Podróż do Pałacu Seniora trwała około godziny. Gdy dotarli na miejsce Anna rozsunęła drzwi busa i wyskoczyła na zbawienną ziemię. Wciągnęła głęboko parę razy powietrze, odsuwając na bok uporczywie nachodzące ją mdłości i zawroty głowy. Zła na siebie, że nie wzięła wcześniej tabletki, kucnęła przed busem, obserwując spod rzęs jak Jędrzej wyciąga kamerę i przygotowuje się do pracy, sprawdzając skrupulatnie wszystkie ustawienia.

- Kurde, ale zielona jesteś!- skomentował, obrzucając ją krótkim spojrzeniem.- Wzięłaś ze sobą jakieś woreczki? Czy będziesz mi tu zaraz rzygać na trawnik?

- Wielkie dzięki! Zaraz mi przejdzie, już lepiej.- parsknęła, unosząc się do pozycji pionowej.- Ty lepiej swoje cacko doprowadź do gotowości, zaraz wchodzimy.

- Już przygotowane, czekam teraz wyłącznie na ciebie.- kurtuazyjnie machnął ręką, ustawiając sobie pieczołowicie kamerę na lewym ramieniu.- Czekamy jeszcze aż nabierzesz kolorów czy idziesz na żywioł?

- Oczywiście, że idę, na nic nie zamierzam czekać.- otrzepała sobie swoje granatowe spodnie, by nie został na nich jakiś najmniejszy pyłek, i ścisnęła mocniej mikrofon w garści.- Kolory same się uaktywnią, jak tylko pokonam te kilka schodów do wejścia.- zażartowała i w ciągu kilku sekund znalazła się przy drzwiach wejściowych.

            Z ręką na klamce odwróciła się i uśmiechnęła promiennie do Jędrzeja.

- Widzę, że jesteś gotowa?- odwzajemnił uśmiech.

- Ja? Zawsze.- nacisnęła dzwonek.

            Przy wejściu powitała ich wylewnie dyrektorka Pałacu Seniora, która w kilku zdaniach wielokrotnie podkreślała, jaki to dla nich zaszczyt kolejny raz gościć u siebie telewizję. Z jej ust zaczął wylewać się potok słów wychwalających wspaniałe warunki jakie niesie ze sobą pobyt w Pałacu Seniora, oraz zaczęła wymieniać jakie atrakcje czekają na tych którzy zdecydują się na pobyt.

            Anna słuchała uprzejmie monologu z przyklejonym do ust uśmiechem, co jakiś czas wtrącając jakieś słowo, by rozmówczyni nie zdołała odczuć, że jej zainteresowanie tematem jest niemal zerowe. Wysłuchiwała tego kolejny raz, poprzednim razem dyrektorka zdążyła wszystko powtórzyć dwa razy, więc Anna zdążyła poznać wszystko niemal na pamięć.

Została zaprowadzona do pokoju odwiedzin, gdzie po krótkiej chwili już stała przed nią parująca filiżanka kawy i góra lukrowanych ciasteczek na talerzu.

Anna starannie tłumiąc irytację poprosiła o przyprowadzenie starszej pani o imieniu Maria, tłumacząc się natłokiem obowiązków służbowych. Nie znosiła pustej paplaniny. Dlatego też zapewne nie miała zbyt wielu bliskich koleżanek. Jej reportaże od samego początku były przesiąknięte rzeczowymi danymi i wypełnione faktami, nie lubiła wrzucać do nich czegoś niewiele wnoszącego do sprawy. Większość z kobiet, które znała lubiły zajmować się bzdurami i o nich też plotkować. Dyrektorka Pałacu Seniora zdawała się być ulepiona dokładnie z tej samej gliny.

Na widok pani Marii Anna odetchnęła z ulgą i wstała od stolika, by przywitać się ze starszą panią.

- Jak cudownie panią widzieć, pani Mario!- przywitała się serdecznie, podchodząc bliżej i obejmując staruszkę ramieniem.- Poznaje mnie pani?

- Witaj dziecko, witaj!- staruszka wyglądała na poruszoną spotkaniem.- Oczywiście, że cię poznaję. Nie spodziewałam się tylko, że jeszcze się spotkamy.- usiadła powoli przy stoliku.

- Widzi pani, jakie to życie jest nieprzewidywalne?- pokiwała głową Anna, zajmując miejsce naprzeciwko niej i wracając myślami do Agaty i Pawła.- Nigdy nie wiadomo co nas czeka za rogiem…- zawiesiła głos i przypomniała sobie o dyrektorce placówki, która nie ruszała się z miejsca.- Zostawi pani nas same?- poprosiła grzecznie.- Znacznie szybciej nam pójdzie w mniejszym gronie.

- Jak sobie pani życzy.- dyrektorka z ociąganiem uniosła się z krzesła. Wyraźnie miała nadzieję, na przedłużenie spotkania.- W razie problemów proszę zawołać, ktoś z obsługi pojawi się natychmiast.

            Kiedy wyszła, Anna poczekała aż zamkną się za nią drzwi i z uśmiechem zwróciła się do starszej pani:

- Wygląda pani wspaniale, pani Mario! Zdradziłaby nam pani jaka jest pani recepta na tak młody wygląd w pani wieku?

- Jesteś bardzo miła kochanie, ale ja nie mam żadnych tajemnic, dziecko.- twarz starszej kobiety rozpromieniła się w uśmiechu.- Chcesz znać receptę? Nie ma w niej niczego zaskakującego: dużo snu i lampka czerwonego wina przed spaniem. A po śniadaniu pół kieliszka koniaku, tak na lepsze krążenie.

- Nie za dużo tego alkoholu?- Anna zniżyła konspiracyjnie głos.- Nie posądzają pani jeszcze o alkoholizm?

- Broń Boże!- zaprotestowała staruszka z lekkim przestrachem.- To wszystko tylko w celach zdrowotnych, nie ma tu niczego zdrożnego! Poza tym koniak ledwie co drugi dzień!

- Ach, rozumiem! To rzeczywiście znikoma ilość.- pokiwała głową Anna ze zrozumieniem.- W takim razie muszę zmienić swoje białe wino na czerwone, widzę, że efekty są po nim piorunujące!

- Jesteś bardzo miła, kochanie, nie wiem czym sobie na to zasłużyłam.- pani Maria promieniała.- A o czym chciałaś dziś jeszcze ze mną porozmawiać? Myślałam, że już więcej nie przyjedziecie.

- Owszem, powrót tutaj nie był planowany.- przyznała Anna.- Jednak po obejrzeniu nagrań razem z szefem stwierdziliśmy, że kamera panią kocha, i że chcemy, by było pani więcej w reportażu niż to pierwotnie wyszło. A to wszystko przez to, że uciekła nam pani ostatnio tak szybko.- wypomniała delikatnie.

- Kochanie, musisz zrozumieć starszą panią.- rzekła Maria, wypijając łyk wody.- To już nie te lata, mam problemy z sercem. Często dość słabo się czuję.

- Oczywiście, rozumiem.- powiedziała pospiesznie Anna.- Żeby już więcej nie przedłużać, i żeby pani znowu nam nie uciekła… nagrywamy?

- Myślałam, że już od samego początku to robicie.- odrzekła dobrodusznie starsza pani, poprawiając włosy teatralnym gestem.- Jestem gotowa od kiedy tu weszłam.

            Anna roześmiała się i mrugnęła porozumiewawczo do Jędrzeja, jednocześnie przypinając Marii niewielki mikrofon.

Starsza pani, o drobniutkiej posturze, naprawdę była niesamowita. Trudno teraz spotkać kogoś tak niezmanierowanego, z sercem na dłoni. Z jej oczu wyzierała istna dobroć, od której trudno oderwać wzrok, i trudno odejść. Chciałoby się tak stać i trwać, ogrzewając w cieple serdeczności. Ostatnio kimś takim była Agata, i tą lukę Anna boleśnie odczuła po raz kolejny, wpatrując się w wyblakłe, niebieskie oczy Marii.

            Przypatrując się staruszce przez krótką chwilę wyobraziła sobie, że rozmawia z przyjaciółką. Nie ze swoją matką czy z ojcem, z którymi nigdy nie miała najlepszych relacji, ale właśnie z Agatą. Rodziców odwiedzała rzadko, i to raczej z przymusu i poczucia odpowiedzialności niż z tęsknoty. To Agata była tą brakującą częścią układanki o nazwie „rodzina”. To ona sprawiała, że w święta Annie chciało się zrobić coś więcej niż zakup najlepszego sernika. To dla niej zakasywała rękawy i zgadzała się na upieczenie jabłecznika. Tylko ona umiała sprawić, że święta miały atmosferę świąt, a kawa pachniała kawą. Wszystko to uzupełniał wówczas jeszcze Piotr…

            Należał do tej niewielkiej części mężczyzn, lubiących celebrować święta. Dla niego nie ograniczały się one jedynie do ubrania choinki i wręczeniu sobie pakunku z prezentami. Stało się już tradycją, że zarówno w pierwszy jak i w drugi dzień świat jechali w odwiedziny do jego rodziców do Przasnysza, zaś wieczorami, po powrocie do domu Piotr zabierał Annę na długi spacer po rozświetlonej Warszawie. Szli niespiesznie, często w milczeniu, chłonąc wzrokiem rozwieszone miliony światełek, aż dochodzili do placu Zamkowego, gdzie podziwiali olbrzymią, ponad dwudziestometrową choinkę. Spacer kończyli gorącym pocałunkiem, jakby pieczętując łączące ich uczucie.

            Anna zamrugała zwilgotniałymi raptownie oczami i wyprostowała się, przytomniejąc. Zakłopotana faktem, jakim cudem doszło do tego, że automatycznie prowadząc dialog z Marią, udało jej się całkowicie wyłączyć i zamyślić nad własnymi sprawami, poruszyła się niespokojnie. Nigdy dotąd nie zdarzało jej się w czasie pracy zastanawiać się nad czymś aż tak głęboko. Przeciwnie, z reguły to właśnie praca zagłuszała wszelkie targające nią wewnętrzne niepokoje i pozwalała się wyciszyć, dając wytchnienie. Najwyraźniej potrzebny jest jej reset, gdyż brak porządnego odpoczynku zaczyna dawać się we znaki. Marta miała rację, czas najwyższy na regenerację i ładowanie akumulatorów w jakimś odległym miejscu. Na początek jednak powinno jej wystarczyć dzisiejsze spotkanie z Adamem. Ten optymistycznie nastawiony do życia mężczyzna z pewnością zafunduje jej dzisiaj mnóstwo pozytywnych wrażeń. Już na samą myśl o spotkaniu usta same rozciągały jej się w uśmiechu. Jednak aby do tego doszło czas na sfinalizowanie wywiadu, w przeciwnym wypadku do spotkania może w ogóle nie dojść.

            Szczera rozmowa z bezpośrednią Marią wpłynęła na Annę bardziej niż uspokajająco. Zaczęła powoli tak ukierunkowywać dialog, by zmierzać w stronę zakończenia spotkania, zerkając przy tym niespostrzeżenie na zegarek. Jeśli trochę podkręcą tempo być może jeszcze jest szansa by zdążyć o godziwej porze wrócić do domu. Z tęsknotą pomyślała o czekającym na nią wygodnym fotelu i wieczornym spotkaniu z Adamem.

- Ile to już lat tutaj, pani Mario?- spytała serdecznie, poprawiając sobie kołnierzyk od koszuli i odganiając niepotrzebne myśli.- Około dziesięciu?

- Piętnaście.- uśmiechnęła się pogodnie staruszka.- Jestem tutaj od kiedy skończyłam siedemdziesiąt jeden lat. Nie mam pojęcia kiedy ten czas przeleciał. Wydaje mi się jakby to było wczoraj… ten mój pierwszy dzień tutaj.

            Mimo, że mówiła spokojnie, Anna natychmiast wychwyciła delikatne drżenie w jej głosie. Zastanowiła się dlaczego. Czyżby pobyt w Pałacu Seniora nie był do końca tym, czego oczekiwała wprowadzając się tutaj? Myślała, że wszystko będzie inaczej, lepiej?

- Jak pani wspomina ten pierwszy dzień tutaj?- zagadnęła ostrożnie, zastanawiając się w głębi czy już stąpa po niepewnym gruncie.

- Niezbyt dobrze.- odrzekła niepewnie Maria.- Pamiętam, że przyjechałam wtedy w porze obiadowej, ale obiadu już nie dostałam. Nie zapomnę jaka głodna siedziałam przez resztę dnia!- zaśmiała się cicho.

- Oj, to rzeczywiście warte zapamiętania!- zawtórowała jej Anna.- Dlaczego zdecydowała się pani na pobyt właśnie tutaj?- spytała z ciekawością.- Ze względu na wspaniałe otoczenie, liczne lasy i parki? Czy inne względy o tym zadecydowały?

- Syn wybrał dla mnie tą placówkę.- wyjaśniła Maria, poważniejąc.- I wybrał naprawdę dobrze, nie narzekam. Pięknie tutaj… Jest gdzie pospacerować, same lasy, dużo miejsc do zwiedzania…- wyliczała powoli.- Przyzwyczaiłam się do wszystkiego.

- Długo trwało zanim pani przywykła?

- Trochę to zajęło.- przyznała starsza pani.- Dość długo nie mogłam się przestawić na takie poukładane życie. To, jakie wiodłam, było całkowicie odmienne od tego, które jest teraz.

- Była pani dość młoda, wprowadzając się tutaj.- rzekła z namysłem Anna.- Nie chciała pani zostać u siebie?

- Może chciałam…- odrzekła Maria z wahaniem.- Ale zdrowie już nie pozwalało na samotne mieszkanie. Wiesz kochanie, jak będziesz w moim wieku to zrozumiesz o czym mówię.

- Już czasami mnie strzyka w plecach, chyba poniekąd rozumiem.- zażartowała Anna, by nieco rozruszać sposępniałą kobietę.- A jak relacje z synem? Nie chciała pani mieszkać u niego? Nie rozmawialiście o tym?

Starsza pani wyglądała jakby za chwilę miała się rozpłakać. Zaskoczona Anna  miała ochotę ugryźć się w język. Niewinne z pozoru pytanie wywołało lawinę emocji na twarzy starszej pani, i mimo tego, że chciała znać na nie odpowiedź, nie była pewna czy teraz chce to usłyszeć. Żal jej się zrobiło staruszki. Profesjonalizm, który do tej pory zwykle brał górę nad emocjami, ulotnił się w jednej chwili jak kamfora.

- Przepraszam, nie chciałam pani urazić.- powiedziała wreszcie, kiedy cisza zaczęła się nieznośnie przedłużać.- Może pani nie odpowiadać. Wytniemy to ujęcie i nie puścimy na wizji.

Maria wydmuchała nos w chusteczkę i popatrzyła na Annę załzawionymi oczami.

- Nie obraziłaś mnie, dziecko, tylko przypomniałaś jak to jest kiedy mieszka się u siebie w swoim rodzinnym domu.- wyjaśniła nieco roztrzęsionym głosem.- Przeprasza za te łzy… Tak, syn nie chciał żebym z nim mieszkała.- rzekła, wyciągając kolejną chusteczkę.- Sama nie byłam w stanie już sobie poradzić, więc wpadł na pomysł żebym zamieszkała w jednym z podobnych ośrodków. Kiedy tylko wspomniałam o tym, że posiadając taki duży dom mógłby w nim znaleźć kawałek miejsca dla mnie, strasznie się rozzłościł. Pokłóciliśmy się wtedy bardzo.- wytarła oczy.- Od tamtej pory ani razu mnie tutaj nie odwiedził.- w zamyśleniu pokiwała głową sama do siebie.- Częściowo go rozumiem, od samego początku między nami nie bardzo się układało, nigdy się nie rozumieliśmy. Ja nigdy go nie rozumiałam.- poprawiła się szybko.- Mimo wszystko ciągle czekam, że może jednak pewnego dnia zdarzy się cud i jeszcze go zobaczę zanim umrę.

- Pani Mario, bardzo mi przykro.- Anna poruszona do głębi wyciągnęła dłoń i uścisnęła szczupłą rękę kobiety.- Pomimo braku zrozumienia pomiędzy wami pani jest wciąż jego matką, a nie jakimś meblem, który można przesuwać z kąta w kąt. Wydaje mi się jednak, że mimo pozorów jakie stwarza, jest doskonale zorientowany co u pani słychać, wobec czego musi od czasu do czasu dzwonić do ośrodka z pytaniem o panią. Bądź co bądź w końcu nadal pani tu mieszka, opłaty za pobyt również są regulowane, i to w niemałej wysokości.

- Czego jak czego, ale pieniędzy to nigdy mu nie brakowało.- pokiwała głową Maria i niespodziewanie uśmiechnęła się z czułością.- Jureczek zawsze był materialistą, od maleńkości. Nawet jak szedł nieraz do sklepu to nigdy nikomu nie odpuszczał grosika, sprzedający musiał mu oddać wszystko i nie było dyskusji.

            „Mały sknerus”, pomyślała przelotnie Anna, uśmiechając się jednocześnie do Marii. Jej syn zdecydowanie nie wzbudził w niej cieplejszych uczuć. Wyglądało na to, że wyrósł na zadufanego w sobie egoistę, całkowicie pozbawionego empatii i zrozumienia.

            Jak widać, życie potrafiło dać w kość każdemu, nawet tym, którzy nie wyściubiali nosa dalej niż poza swoje cztery ściany. Maria była jedną z nich, mimo wcześniejszych sugestii, że jej wcześniejsze życie dalece odbiegało od ideału. Zarówno wyglądem, jak i charakterem nie przypominała żadnej z tych matroniastych niewiast, które przechodząc obok nie zaszczycą cię nawet spojrzeniem, z wyjątkiem czubka własnego nosa.

            Annie żal było staruszki, która mimo wyraźnej niechęci, zmuszona była zostać w miejscu, w którym mimo zapewnień, nie do końca dobrze się czuła.

Na koniec podeszła do niej i serdecznie ją uściskała.

- Pani Mario, w razie jakichś problemów zostawiam pani swój prywatny numer telefonu.- powiedziała półgłosem, podając Marii wizytówkę.- Gdyby działo się coś niepokojącego śmiało proszę do mnie dzwonić. Oddzwonię gdy tylko będę mogła.

- Dziękuję kochanie.- powiedziała ze wzruszeniem Maria, ostrożnie ściskając kartkę w rękach.- Mam nadzieję, że nigdy nie zajdzie taka potrzeba.

- W życiu różnie się układa.- Anna odpięła mikrofon i poprawiła sobie bluzkę.- Z tego wszystkiego nie zapytałam jak pani ma na nazwisko. Nadal jest pani dla mnie tajemniczą panią Marią. O kogo mam pytać, gdy zadzwonię?- nałożyła płaszcz, popatrując przy tym żartobliwie.- Mnie już pani zna doskonale.

- Oj tak, dziecko, znam cię nie od dzisiaj, chociaż nie osobiście.- staruszka z trudem podniosła się z miejsca i podreptała w stronę drzwi.- Oglądam twoje programy od kilku lat, nie opuszczam żadnego.

- Bardzo mi miło.- Anna przepuściła ją przodem.- Cieszę się, że się podobają. Dla widzów staram się jak mogę.

- Wiem, to widać.- kobieta skinęła głową i przystanęła w drzwiach prowadzących w kierunku przeciwnym do wyjścia.- Nazywam się Maria Hofman.- dobrodusznie popatrzyła Annie prosto w oczy.- Do widzenia, kochanie.- drepcząc powoli zamknęła za sobą drzwi.

            Anna stanęła jak sparaliżowana, słysząc znajomo brzmiące nazwisko. Z niedowierzaniem wpatrywała się w domykające się z cichym trzaskiem drzwi. Ogarnęła ją przemożna chęć by pobiec za Marią, spojrzeć jej ponownie w oczy i zapytać kim jest. Czy to możliwe by była matką Jerzego Hofmana? Tego Jerzego Hofmana, który taką niechęcią pała do kobiet, a który w ciągu najbliższych dni podejmie jedną z najważniejszych decyzji w życiu Anny?

            Tysiące pytań kłębiły się w jej głowie, gdy wracała z Jędrzejem do studia w Warszawie. Nie mogła uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Wydawało się to wszystko wręcz niewiarygodne. Uświadamiała sobie z całą wyrazistością, jak wielki wpływ na jego postawę miały relacje z matką. Maria sama przyznała, że nigdy miedzy nimi nie było zrozumienia i zbyt wielu uczuć. Zamiast pracować nad własnym trudnym charakterem wolał karać inne matki odbierając im prawa rodzicielskie.

            Na samą tę myśl w duszy Anny aż zawrzało. Wzburzona wpadła do telewizji po resztę swoich rzeczy i wybiegła z powrotem. Wsiadła do samochodu i nie zważając na dość późną popołudniową porę, z piskiem opon wyruszyła w stronę sądu rejonowego. Przed oczami miała pełną smutku twarz Marii i jej łzy spływające po policzkach. Niczym kadr z filmu przewinęły jej się obrazy sprzed kilku lat: szlochającej z rozpaczy Justyny po informacji o odebraniu jej praw rodzicielskich, zrozpaczona Marta tocząca batalię o to, by nie zabierać jej dzieci do domu dziecka i wiele innych kobiet, które skrzywdził Jerzy Hofman swoimi decyzjami. Części ich imion Anna nawet nie pamiętała. Wiedziała tylko, że musi wygarnąć temu człowiekowi co myśli na jego temat, bo jeśli teraz tego nie zrobi to już nigdy więcej nie będzie miała ku temu okazji.

            Energicznie otworzyła ciężkie drzwi sądu i weszła szybkim krokiem do środka, po drodze zderzając się ze znajomym ochroniarzem.

            Rozpoznał ją od razu i wyraźnie ucieszył na jej widok.

- Wywiadzik?- spytał z zadowoleniem zacierając ręce.- Z kim tym razem?

- Tym razem wyjątkowo prywatnie.- odrzekła, rozglądając się bacznie dookoła.- Gdzie zastanę Jerzego Hofmana?

- Powinien akurat skończyć rozprawę, miała pani szczęście.- rozpromienił się ochroniarz, jakby to jego bezpośrednio dotyczyło.- Proszę iść do końca korytarza, w lewo, i pierwsze drzwi po prawej. Tylko proszę uważać, dzisiaj pan sędzia coś nie w humorze.- przestrzegł.

- To świetnie się składa, właśnie zamierzam poprawić mu nastrój.- powiedziała kpiąco.

            Minęła ochroniarza i stukając obcasami, które głośnym echem odbijały się od ścian, pomaszerowała prosto we wskazanym kierunku.

            Drzwi do sali rozpraw były uchylone, nie zamierzała sprawdzać czy jest tam ktoś jeszcze oprócz sędziego. W tej chwili w ogóle jej to nie obchodziło.

Zdecydowanym krokiem weszła do środka i jej wzrok od razu padł na sędziego, pochylonego nad stosem dokumentów. Marszczył czoło, usilnie się nad czymś zastanawiając. Wyczuwając jakiś ruch oderwał wzrok od tekstu i spojrzał na nią. W jednej chwili jego spojrzenie pochłodniało, zaś twarz przybrała pełen niezadowolenia wyraz.

Anna nie zamierzała dać mu tej satysfakcji, by odezwał się pierwszy. Tym razem to ona zamierzała postawić na swoim.

- I jak dzisiejsze samopoczucie? Słyszałam, że nie najlepsze.- zaczęła, powoli podchodząc w jego kierunku.

- Zazwyczaj nie narzekam na samopoczucie.- rzekł z lekkim rozbawieniem.- Czemu zawdzięczam tą niespodziewana wizytę? Nie mam zbyt wiele czasu, a już na pewno nie na wywiad. Chociaż, moment… nie widzę kamerzysty.- rozejrzał się z udawanym zaciekawieniem.- Chyba, że zdecydowała się pani na moją propozycję zamieszczenia przeprosin w prasie? Bo jakoś do tej pory nie odezwała się pani do mnie jeszcze w tej sprawie. A powinno to panią interesować z wiadomych względów

- Nie łudź się, nie zamierzam zamieszczać żadnych przeprosin!- odrzekła pogardliwie, czując jak podnosi się jej ciśnienie na dźwięk jego aroganckich słów.- Nigdy ich nie przeczytasz.

- Naprawdę? To bardzo… interesujące.- zawiesił głos.- Nie przypominam sobie byśmy kiedykolwiek przechodzili na „ty”.- dodał wyniośle.- Wypraszam sobie.

- Ja za to wolę nie przypominać sobie całej masy rzeczy, w których maczałeś palce.- jej irytacja rosła z każdą chwilą, im dłużej na niego patrzyła.- O większości lepiej, że nie wiem, czyż nie?

- To znaczy?- zaskoczony jej atakiem odłożył na bok dokumenty i splótł palce przed sobą, wpatrując się w nią przenikliwie.- Mogłaby pani to wyjaśnić?

- Tu nie ma czego wyjaśniać!- wybuchła.- Jestem dziennikarką, może nie idealną, ale staram się zawsze być przede wszystkim człowiekiem. A ty kim jesteś, że uważasz się za Boga, do jasnej cholery?!

Uniósł do góry brwi, kompletnie zaskoczony.

- Oj, niech się już tak pani nie ekscytuje, nie ma czym.- odezwał się, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów.- Rozumiem, że w tej chwili emocje biorą górę, jednak apeluję do pani zdrowego rozsądku, bym nie musiał wzywać ochrony.

- Ochrony?!- wprost kipiała ze złości. Jego spokój działał na nią jak płachta na byka.- Bez obaw, nie zamierzam cię uszkodzić, chociaż chętnie bym to zrobiła gołymi rękami!

- Nie wątpię w pani szczere intencje.- z satysfakcją zgarnął z biurka plik dokumentów i wsunął je do teczki.- Radziłbym jednak się uspokoić i wziąć sobie do serca moją wcześniejszą propozycję. Jeśli zamieści pani przeprosiny w prasie wtedy porozmawiamy w sprawie mojego pozytywnego rozpatrzenia pani wniosku. W przeciwnym wypadku… wie pani czego  oczekiwać.

- Jak możesz szantażować mnie w ten sposób, kiedy sam nie masz poukładanego życia?- zasyczała z wściekłością.- Jak możesz karać w ten sam sposób wszystkie kobiety, zamiast postawić się w ich sytuacji i być obiektywnym?

- Nigdy nie byłem stronniczy, nie może mi pani niczego zarzucić.- wzruszył ramionami i wziął teczkę do ręki.- Na tym polega moja praca.

- Oczywiście!- miała ochotę nim potrząsnąć. Jak mógł tak spokojnie stać przed nią i wysłuchiwać tego co ma mu do powiedzenia, praktycznie bez jakichkolwiek emocji? Czy rzeczywiście mógł być osobą pozbawioną zdolności odczuwania jakichkolwiek uczuć?- Rozumiem, że sprawę swojej matki również traktowałeś tak samo przedmiotowo? Jak wszystko inne?

W jednej chwili jego oczy zmieniły się w wąskie szparki, zacisnął usta. Podszedł bliżej i wyciągnął rękę, niemal stukając ją palcem wskazującym prosto w pierś.

- Nigdy nie mieszaj do swoich spraw mojej matki.- powiedział lodowato niskim głosem, aż po kręgosłupie Anny przebiegły ciarki.- Jeśli jeszcze raz to zrobisz, pożałujesz. Ostrzegam.- dodał, wpatrując się w nią niebezpiecznie.

Z torbą w ręku i płaszczem przewieszonym przez ramię skierował się w stronę drzwi.

- Czyżby udało mi się nacisnąć na jakiś wrażliwy odcisk?- zawołała jeszcze, zanim zamknęły się za nim drzwi.

            Odpowiedziała jej jedynie głucha cisza i trzask domykającego się zamka. W poczuciu klęski i źle przeprowadzonej rozmowy wyszła z budynku i powoli wsiadła do samochodu. Nie dość, że niczego nie wskórała odbytą rozmową, to z całą pewnością definitywnie pogrzebała swoje szanse na adopcję dzieci. Mogła tak wiele zyskać gdyby dobrze to rozegrała. A tymczasem niepotrzebnie tu przyjechała. Poprzez niepotrzebny atak furii doprowadziła do sytuacji, w której ponownie górą będzie Jerzy Hofman.

            Złorzecząc w duchu na ostatnie niepowodzenia i przeklinając swoje gwałtowne, wręcz choleryczne reakcje, podjechała pod domu i zaparkowała. Wchodząc na teren posesji z zaskoczeniem ujrzała czekającego na nią Piotra. Stał w ogrodzie tyłem do niej, z rękami w kieszeniach, ze wzrokiem wbitym w kłębiące się na niebie chmury.

            Stłumiła westchnienie, czując nadchodzący ból głowy. Nie miała siły ani ochoty na kolejną polemikę z kimś, kto uważał ją za niezrównoważoną, narcystyczną kobietę. Już wystarczająco się tego nasłuchała. Ponadto odbyta rozmowa z Hofmanem niemal doprowadziła ją do rozstroju żołądka. Najchętniej zaszyłaby się w tej chwili pod grubym kocem, z filiżanką gorącej herbaty. Poza tym za dwie godziny miała umówione spotkanie z Adamem, na którym zależało jej bardziej niż na wysłuchiwaniu kolejnych obraźliwych epitetów.

            Celowo skręciła na żwirową ścieżkę, by chrzęst butów zwrócił uwagę Piotra. Nie miała najmniejszego zamiaru iść w jego kierunku i zabawiać go rozmową. Najlepiej nich odjeżdża stąd jak najszybciej z tym po co przyjechał. Bo, że nie przyjechał bezinteresownie to było więcej niż pewne.

            Usłyszał ją tak szybko, jak to zaplanowała. Odwrócił się i widząc ją ruszył w jej stronę, z uśmiechem błąkającym się na ustach.

- Hej!- odezwał się.- Mogę zająć ci chwilę?

- Jasne.- nie patrząc na niego weszła do środka.- Mogłeś wejść od razu, dzieci nie gryzą.

Odchrząknął, i wszedł za nią, zamykając za sobą drzwi.

- Muszę jeszcze zabrać kilka rzeczy.- poszedł za nią do garderoby, nie odrywając wzroku, gdy zaczęła zdejmować płaszcz.- Nie masz nic przeciwko?- zrobił nieokreślony ruch ręką.

- Idź i bierz co chcesz.- minęła go w przejściu i poszła do kuchni, marząc by w końcu sobie poszedł.

Jedyne o czym teraz marzyła to ciepła herbata i jakaś kanapka. A potem gorąca kąpiel. Towarzystwo przyszłego eksmęża niezbyt jej się uśmiechało. Miała nadzieję, że tak jak niespodziewanie się pojawił, tak samo szybko odjedzie. Jego wieczne przytyki stały się już nie do zniesienia.

Zaparzyła herbatę i gdy usiadła, wzięła kubek w dwie ręce. Poczuła jak zaczyna dopadać ją zmęczenie po solidnych dawkach silnych emocji. Każdą cząsteczką ciała odczuwała mijający dzień.

Drgnęła, gdy niespodziewanie naprzeciwko usiadł Piotr. Przez chwilę zdążyła zapomnieć o jego obecności.

Podniosła głowę i popatrzyła uważnie. Nie była do końca pewna czego się po nim spodziewać, ich ostatnie rozmowy nie należały do najprzyjemniejszych. Jeszcze w dodatku musiał przyjść akurat teraz, kiedy miała za sobą tak trudny dzień. Czyżby przygotował w zanadrzu jakieś kolejne ciekawe epitety? Zaintrygowana spojrzała mu prosto w oczy.

Jednak wyglądało na to, że jego nastawienie nie jest tym razem zbyt bojowe. Usiadł na taborecie i patrzył na nią z troską, jakiej już dawno w jego oczach nie widziała.

- Zmęczona?- zagadnął.

- Aż tak widać?- uśmiechnęła się z przymusem.

O dziwo, zapowiadała się miła rozmowa z dobrze życzącym, „prawie byłym” mężem. Czyżby przed rozwodem odkrył, że jednak żona nie jest taka najgorsza?

- Dzisiaj wyjątkowo tak.- przytaknął, uśmiechając się ledwie dostrzegalnie.

            Mimochodem zerknęła na jego kilkudniowy zarost i lśniące ciemne włosy, które były nieco dłuższe niż zazwyczaj.  Przeczesane niedbale układały się miękko, sprawiając wrażenie absolutnego nieładu na głowie. Ciemnoszare oczy patrzyły na nią przenikliwie, jakby chciały przeniknąć w głąb jej duszy.

            Pomyślała o blondynce, którą widziała jakiś czas temu u jego boku i zastanowiła się przelotnie, jak im się układa. Nie zamierzała zdradzać się, że widziała ich razem, nie chcąc zostać posądzoną o zwykłe wścibstwo. Mimo wszystko była ciekawa jakie są relacje pomiędzy nimi i co ich tak naprawdę łączy. Czyżby do tego stopnia zależało mu na nawiązaniu z kimś bliższej relacji, że był w stanie zrobić to w ciągu kilkunastu dni od wyprowadzki? I to nie bacząc na to, że nadal byli małżeństwem? Co prawda tylko na papierze, ale jednak.

            Jej myśli popłynęły w kierunku Adama. Myślała o nim często, i zastanawiała się, czy on również o niej myślał. Czy to wzajemne zaciekawienie ma szansę na przekształcenie się w coś poważniejszego, czy to wszystko to jedynie jej pobożne życzenia.

- Hej, jesteś tutaj?- Piotr przechylił głowę w bok przypatrując jej się uważnie.- Przez chwilę byłaś gdzieś bardzo daleko.

- Przepraszam.- potarła ręką czoło i oczy.- Dziś wyjątkowo wszystko paskudnie szło. Znalazłeś to czego szukałeś?- zmieniła temat.

- Tak, dzięki.- wskazał głową karton, znajdujący się niedaleko za jego plecami.- Pewnie jeszcze raz się zjawię, nie wszystko udało mi się upchnąć w mieszkaniu.

- Wiesz, że zawsze możesz przyjść.- wzruszyła ramionami.- Jak ci się mieszka na nowych śmieciach?- spytała lekko, udając, że co najmniej średnio ją to interesuje.

- Nie narzekam, sąsiedzi nie są zbyt hałaśliwi.- potarł brodę.- Dzieci nie słychać, ani też żadnych innych krępujących odgłosów, jak na przykład uginające się łóżkowe sprężyny.- zrobił zabawny grymas.

            Roześmiała się mimo woli.

- W takim razie ty sam możesz tak hałasować. Raczej nikomu by to nie przeszkadzało.- dodała z błyskiem w oku.- Sąsiedzi z pewnością byliby wyrozumiali dla pana policjanta.

            Zerknął na nią z ukosa.

- Na razie nie zamierzam korzystać z ich łaskawości.- pokręcił się niespokojnie.- W pracy u ciebie wszystko okej?- zręcznie zmienił rozmowę na inne tory.

- Tak, nie najgorzej.- pomyślała o rozmowie z Hofmanem i jego matką.- Bywało lepiej, ale przecież nigdy nie ma tak, że ciągle jest prosto, czasami musi w końcu pojawić się jakaś krzywa.- zacisnęła usta i wzięła łyk herbaty.

- Tobie bardzo rzadko te krzywe się przydarzały.- wypomniał z uśmiechem.- Nie możesz przez całe życie myśleć o tym jak zrobić idealny reportaż, bo w końcu doprowadzi cię to do jakiejś depresji, jeśli przydarzy ci się jakaś wpadka. Nikt nie rodzi się doskonały.

- Wiem o tym aż za dobrze.- podparła brodę ręką. Mimo znużenia nie mogła wyjść z podziwu, że po raz pierwszy od roku prowadzi normalny dialog z własnym mężem.- Tu nie chodzi tylko o samą pracę, miałam dzisiaj spotkanie pierwszego stopnia z Jerzym Hofmanem, pamiętasz go?

Zmarszczył brwi.

- To ten nawiedzony sędzia z rejonowego ze śródmieścia, który parę lat temu zalazł ci za skórę?

- Dokładnie.- przytaknęła.- Obawiam się, że to on rozpatruje wniosek o adopcję. Jeśli moje przeczucia się sprawdzą, a on tylko mnie dziś utwierdził w tym przekonaniu, nie mam żadnych szans na pozytywne rozpatrzenie wniosku. To ten jeden z niewielu momentów, kiedy nienawidzę mojej pracy.- uśmiechnęła się blado.

- Nie myśl o tym teraz kiedy nie masz jeszcze w ręku postanowienia.- powiedział uspokajająco.- Może to tylko taka zagrywka z jego strony żeby podnieść ci ciśnienie?

- Tak sądzisz?- gwałtownie poderwała głowę.

            Że też sama wcześniej na to nie wpadła.

Nie wyglądało w najmniejszym stopniu żeby Piotr chciał jej dogryźć jak jeszcze niedawno. Co w niego wstąpiło? Czyżby kryzys wieku średniego? Chyba całkiem przestała już za nim nadążać.

- To możliwe.- przytaknął spokojnie.- Sama doskonale zdajesz sobie sprawę jak wielką rolę odgrywają w twojej pracy czynniki psychologiczne. Hofman to stary wyjadacz, dobrze wie jak ciebie teraz podejść i na czym ci teraz najbardziej zależy.

            Miała już wyznać jemu, jak sędzia zaszantażował ją groźbą wydania odmownego wniosku w zamian za zamieszczenie przeprosin w prasie, lecz powstrzymała się w ostatniej chwili. Nie łączyło ich już w tej chwili praktycznie nic, by mogła otwarcie rozmawiać z nim na takie tematy. W tym momencie nie była pewna do czego mógłby wykorzystać taką informację.

            Dyskretnie spojrzała na zegarek. Za półtorej godziny miała spotkanie z Adamem, i jeśli chciała się jakoś do niego przygotować powinna wyprosić niezapowiedzianego gościa.

- Wybacz, ale mam spotkanie o dwudziestej.- powiedziała przepraszająco, zerkając niejednoznacznie na zegarek.- Nie chciałabym cię wyganiać…

- To ja przepraszam.- zerwał się z krzesła.- Dzięki za przechowanie moich klamotów, jeszcze trochę ich zostało.- złapał karton w objęcia i ruszył do wyjścia.- Swoją drogą nie powinnaś nigdzie wychodzić, tylko odpocząć.- zasugerował- Naprawdę wyglądasz na zmęczoną. Chyba nie idziesz na imprezę?- spojrzał zaczepnie.

- Na imprezę nie, w zasadzie to idę sobie właśnie odpocząć w miłym towarzystwie.- nie mogła się powstrzymać, by tego nie powiedzieć. Jednocześnie udała, że nie słyszy zaczepki.

- Aha.- mruknął niechętnie, obrzucając ją badawczym spojrzeniem.- Mogę zapytać kto jest tym szczęściarzem?- spytał od niechcenia, otwierając powoli drzwi.

- I tak niewiele ci to powie, nie znasz.- odrzekła beztrosko, idąc za nim.- Dzięki za miłe słowa. Do zobaczenia następnym razem!- nie czekając na odpowiedź zatrzasnęła za nim energicznie drzwi.

 

cdn...